schetyna Grzegorz Schetyna jest posłem na Sejm RP VII  kadencji 2011-2015. Wcześniej zasiadał w Sejmie III, IV, V i VI kadencji. Wybrany z listy Platformy Obywatelskiej w okręgu wyborczym nr 1 Legnica - Jelenia Góra otrzymał największą liczbę głosów ze wszystkich kandydatów: 67670.
Był przewodniczącym Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska.
W latach 2010-2011 sprawował urząd marszałka Sejmu.


Grzegorz Schetyna - prywatnie
Fot.: arch. rodzinne

W Plus Minus, weekendowym dodatku Rzeczpospolitej, ukazał się wywiad z Grzegorzem Schetyną udzielony Michałowi Majewskiemu oraz Pawłowi Reszce.

W części Sejmu, w której urzęduje marszałek, wcześniej można było spotkać wycieczki szkolne. Teraz też są wycieczki, ale polityków. Zmieniła się geografia sejmowa. Zauważył pan?

Prowadzę otwarty gabinet. Dużo rozmawiam, spotykam się, również z posłami Platformy.

Sprawuje pan dostojny urząd drugiej osoby w państwie, ale nie zerwał pan z twardą polityką?

Oczywiście, że nie zerwałem. Nie rezygnuję z tego. Ale muszę teraz dbać i o inne rzeczy. O organizację pracy Sejmu, o kontakty z szefami klubów, o szukanie porozumienia. Wreszcie o prestiż Sejmu. Jestem zadowolony, że udało się w ekspresowym tempie zwołać posiedzenie w sprawie noweli ustaw powodziowych. To było ważna sprawa. Wracając do pytania. Jedna i druga rzecz – twarda polityka i sprawy Sejmu – pozostają w kręgu mojego zainteresowania.

Dotąd był pan politykiem frontowym, ceremoniał nie ciąży?

Stukanie laską wprowadza mnie w pogodny nastrój (śmiech). Chociaż muszę powiedzieć, że nie wyobrażałem sobie siebie w takiej roli.

Jak pan mówi, że do końca kadencji potrzebny jest ścisły plan rządzenia, to wypowiada się pan jako marszałek czy jako polityk Platformy, która chce wygrać kolejne wybory?

Jako człowiek współodpowiedzialny za losy Platformy. Nie jestem w rządzie, ale jestem w PO, jestem jej sekretarzem generalnym i czuję się odpowiedzialny za wynik wyborczy partii. Odkąd zostałem marszałkiem, mój głos jest na pewno bardziej słyszalny.

Ale do kogo jest skierowane to wezwanie? Do rządu, osobiście do Donalda Tuska?

Nie, mówię do nas wszystkich, do ludzi Platformy: ruszajmy do roboty, bo to nasz obowiązek.

Nie widać takiego nastroju. Widać koniunkturalizm, chęć spokojnego doczołgania się do wyborów.

Rozmawiamy. Musimy na koniec września położyć projekty w Sejmie i powiedzieć ludziom, czym się zajmiemy do wyborów i w jakim tempie.

A konkrety?

Działa zespół parlamentarno-rządowy. Szuka rozwiązań. Jest kwestia reformy finansów i systemu ochrony zdrowia, ustaw deregulacyjnych, sprawa systemu emerytalno-rentowego. Mamy ponad rok do wyborów i musimy mieć plan, ile zrobimy teraz, a ile po wyborach. Trzeba o tym Polakom powiedzieć. I musi być to zrobione w dobrym stylu…

… czyli musimy to ładnie opakować, jak mówił nam jeden z posłów PO…

… tak mówił? Ludzie lubią ładne opakowanie, ale patrzą przede wszystkim na to, co jest w środku. Z drugiej strony my nie możemy się też poddawać presji mediów i ekspertów, którzy nawołują: róbcie, zmieniajcie, reformujcie, dlaczego tak płytko, dlaczego tak mało?!

A dlaczego macie się temu nie poddawać?

A dlaczego mamy się poddawać?

Bo są potrzebne reformy. Jest ogromny deficyt budżetowy, rozdęte wydatki.

Dużo o tym rozmawiamy w PO. To, o czym mówicie, jest ważne, ale to jest nasz problem, a nie ludzi, którzy rano wstają i idą do pracy. Oni chcą pracować, dostawać za to przyzwoite pieniądze, żyć w bezpiecznym kraju. To im dajemy. A deficyt to nasz kłopot i musimy ten problem ograniczyć.

cały wywiad: Rzeczpospolita 21.08.2010, dodatek Plus Minus, s. P2

2010-08-27 09:58:19